O mnie

Witam.  Nazywam się Waldemar Sawko.  Urodziłem się w Wałbrzychu, a  mieszkam w Mokrzeszowie (9km od Świdnicy). Właśnie tutaj rozpocząłem swoją przygodę z górami. Od czego?
Od nauki jazdy na nartach. Miałem szczęście – wokół domu rodzinnego dziadków, było parę większych i mniejszych górek, gdzie mogłem spokojnie szaleć na  białym puchu.
W miarę postępów narciarskich, byłem zabierany, przez brata mamy Tadeusza, na coraz trudniejsze trasy w górach sowich (Rzeczka) i Karkonoszach (Szrenica). Wuj Tadeusz był świetnym narciarzem. Zawsze przedkładał treść nad formę! Stara szkoła jazdy w czasach, gdzie nikt nie słyszał o carvingu, a szczytem marzeń było mieć dechy z Szaflar z wiązaniami kadra.
A wspinaczka? Również od zawsze. Tyle że jako kilku latek nie zdawałem sobie jeszcze sprawy z istnienia takiej dyscypliny sportu. Wszystkie okoliczne drzewa, mury, dachy budynków nie miały przede mną tajemnic.
Lata mijały, a  klasowe i rodzinne wycieczki w Karkonosze i Tatry, przerodziły się w indywidualne wypady w góry. Tutaj zawsze czułem się znakomicie, czy to z deskami na nogach, czy plecakiem ma plecach.
Coś magicznego tkwi w górach, coś nad czym zupełnie się nie zastanawiałem. Po prostu brałem plecak i heja….
W Karkonoszach przeszedłem wszystko co jest do przejścia i to niektóre szlaki po kilka, kilkanaście razy. Przyszła kolej na Tatry. Oczywiście wysokie w pierwszej kolejności wysokie, później również i zachodnie. Orla Perć nie wywarła na mnie wrażenia, więc postanowiłem zrobić w wypad na Słowację.  Rochacze mnie zawiodły.
Wciąż poszukiwałem wyzwań; dalej, wyżej. Po prostu trudniej. Wspinałem się w Hiszpanii w okolicach miasta Espiel koło Cordoby. Fantastyczne miejsce znane w całej Hiszpanii. Przyjazna dla dłoni skała, drogi o zróżnicowanym stopniu trudności, jedno,dwu i trzy wyciągowe.
Mając za sobą zimowe wypady (kilku dniowe) w Karkonosze, gdzie poruszałem się już poza wytyczonymi szlakami, wpadł mi do głowy szalony pomysł – wyjazd na Kaukaz.  Oczywiście celem było zdobycie najwyższego szczytu tych gór – Elbrusa (5642m). Pomysł zrealizowałem – stanąłem na szczycie.  Póżniej jeszcze dwukrotnie wyjeżdżałem na tę górę. Następnie przyszedł czas na Alpy – szczyt Mt Blanc osiągnąłem za pierwszym razem. Wszystkie  piękne strony mojego życia, mają związek z górami. Poznałem zupełnie inną hierarchię wartości.
Do dziś uważam, że tylko w górach jestem w stanie podjąć każdą ważną decyzję życiową, z bardzo dużym procentem trafności.  Polecam!
Dzięki górom poznałem wielu wartościowych ludzi: Piotra Snopczyńskiego, Andrzeja Zawadę, Krzysztofa Wielickiego, Leszka Cichego, Kingę Baranowską, Aleksandrę Dzik, Daniela Piskorza, Krzysztofa Starka, Krzysztofa Liszewskiego i wielu innych.  Ten ostatni zginął, próbując w drugiej swojej wyprawie, zdobyć  Everest od strony północnej (Chin) - bez tlenu. Szczupły, nie za wysoki facet stawiający (jak dla mnie) bardzo duże kroki. To chyba on miał największy udział w podjęciu przeze mnie decyzji o moim pierwszym wyjeździe w góry wysokie.  http://podroze.onet.pl/krzysztof-liszewski-zginal-na-everescie/zs7yh
A latanie?
Musiało minąć kilkadziesiąt lat by te, być może marzenia, zrealizować.  Skończyłem kolejne kursy na pilota paralotni i…. Latam!
Zapytacie co paralotnia ma wspólnego z górami?
Paralotnia  żeby mogła wzbić się w powietrze, powinna wystartować ze wzniesienia. Im wyższe tym lepiej.  Dalej, do lotu swobodnego potrzebny jest odpowiedni wiatr i termika, ale to już inna bajka. Można też połączyć np. wspinaczkę i zlot paralotnią lub narty i skrzydło.  Tak oto,  kilka pasji połączyły się w jedną wspólną o nazwie GÓRY!

Zapraszam do obejrzenia mojej strony.

Waldemar Sawko